///O skarbie Templariuszy

O skarbie Templariuszy

Print Friendly and PDF

O SKARBIE TEMPLARIUSZY

   Gdy w 1312 roku przyszła na Dolny Śląsk wieść, że król Franków, Filip Piękny, pojechał do Rzymu i przed papieżem oskarżył Świętą Kapitułę rycerskiego zakonu krzyżowego templariuszy o masonizm, czyli wolnomularstwo, nie mógł uwierzyć w to rycerz Bożywoj, pan na zamku w Wojcieszowie. Wprawdzie nie wiedział on co to jest masoneria, czyli wolnomularstwo, ale wiedział, że tak jedno jak i drugie czartem śmierdzi i dlatego jeszcze w tym samym dniu, podczas wieczerzy rozmawiał o tym ze swym gościem z Chojnowa, szlachetnym rycerzem tegoż zakonu Domenicusem z Gosseto w Italii, pełniącym przy chojnowskiej komturii templariuszy funkcję jałmużnika. Zapytał go ile jest prawdy w tym co wieść głosi, na co usłyszał, że śliczny pajac w pięknej odzieży i koronie na głowie, który zasiada na tronie Karola Wielkiego jako król Filip, jest psem parszywym, bezpodstawnie szczekającym na dobrych, chrześcijańskich rycerzy, obrońców świątyń Chrystusa, jedynie dlatego, że zakon ma we Frankonii więcej ziem i poddanych, niż ma ich król. Filip Piękny znieść tego nie może, przez co wstręty różne dobrym rycerzom czyni i niesprawiedliwie oraz bezpodstawnie ich oskarża, fałszywych świadków przeciwko nim zbierając. Rycerz Domenicus przysiągł nawet na świętą Madonnę z Gosseto i na św. Fryzydę, patronkę swego rodowego zamku, że wszetecznik i bezbożnik Filip jest oszczercą niegodnym królewskiej korony i rzuca zwykłą potwarz na dostojnych i bogobojnych templariuszy. Po rozmowie z Bożywojem szlachetny gość był tak zdenerwowany, że mimo iż proszono go by w zamku na noc pozostał, zaraz gościnnego gospodarza pożegnał i nocą, wraz ze swym giermkiem Silvestro, pojechał do Chojnowa. Dziwne wydało się to rycerzowi Bożywojowi, ale zapomniał o tym w kilka dni później. Potem przyszła jesień i zima, a na wiosnę dopiero jadący z Krzeszowa do Złotoryi zakonnik opowiedział, iż opat krzeszowskiego klasztoru pismo otrzymał od biskupa wrocławskiego. W piśmie tym informował on opata, że zwołany przez papieża w Rzymie sąd kardynałów osądził Wielkiego Mistrza oraz członków Świętej Kapituły zakonu templariuszy. Sąd ten udowodnił im udział w organizowaniu i finansowaniu lóż wolnomularskich oraz różne inne bezeceństwa. Rozwiązał więc papież Świętą Kapitułę templariuszy, a wszystkich jej członków, wraz z Wielkim Mistrzem, skazał na śmierć przez spalenie na stosie. W kilka dni później, gdy Bożywoj gościł u siebie rycerza Dobka, burgrabiego zamku w Kraśnicy, przybył znów do Wojcieszowa Domenicus ze swym giermkiem Silvestro i z panem Bożywojem długo na osobności rozmawiał. Domenicus potwierdził prawdziwość opowiadania zasłyszanego od zakonnika z Krzeszowa i podał nawet termin, w którym wszyscy templariusze z całej Europy mają przybyć do Rzymu, gdzie papież zdejmie z nich rycerską przysięgę zakonną i ogłosi rozwiązanie zakonu. Nie wspomniał ani jednym słowem o tym, że papież nakazał skarbiec każdej komturii przywieźć do Rzymu ani też, że pod groźbą klątwy kościelnej zakazał templariuszom używać pod żadnym pozorem miecza, aż do przekroczenia bram Świętego Miasta. Domenicus prosił potem pana Bożywoja, by zechciał łaskawie przygarnąć jego giermka Silvestro, bo ten nie chce do ojczyzny powracać. Wyjaśnił też szeptem Bożywojowi, że Silvestro pochodzi z rodziny dobrych rycerzy, że zakochany jest po same uszy w jego córce Bogdarze i że pragnie się z nią ożenić. Wyraził zgodę na pozostanie Silvestro w Wojcieszowie, zdumiony nieco i zaskoczony rycerz Bożywoj, a dnia następnego Domenicus pojechał do Chojnowa, odprowadzony przez Dobka, powracającego do swej Kraśnicy. W kilka dni później Dobek, który miał za żonę kobietę z rodu Hradiców czeskich, jakoś dowiedział się od swych rodowców, że templariusze z Chojnowa będą jechać, wraz ze skarbem swej komturii, przez Krzeszów do Rzymu. Zmówił się więc z rodziną, by zasadzkę urządzić na rycerzy i odebrać im skarb. W dwie niedziele po pobycie Domenicusa u pana Bożywoja, jechali chojnowscy rycerze – obrońcy świątyń, przez Złotoryję, Świerzawę i Wojcieszów w kierunku Pragi, a Dobek z Czechami, który od strony Lubawki nadciągnął przez lasy, już czyhał na nich za bagnami Zadrnej. Napadł na tabor templariuszy, wlokący się wolno za rycerzami, którzy jechali w wory pokutne obleczeni i z głowami posypanymi popiołem. Tabor ochrony prawie żadnej nie posiadał, ale mimo dokładnego sprawdzenia co było wiezione, Dobek skarbu nie znalazł. W kilkanaście niedziel później, gdy wieść o napadzie już wszystkim w okolicy była znana, podpity rycerz Dobek przyznał się Bożywojowi do udziału w nim. Nie wywarło to na Bożywoju wielkiego wrażenia, bo znał jego chęć wzbogacenia się, ale potem zaczął obserwować swego niedoszłego zięcia i córkę, stale zastanawiając się nad ich przyszłym losem i nad tym gdzie podział się skarb chojnowskiej komturii. Wiedział, że został on zabrany z Chojnowa i że znikł po drodze do Krzeszowa, a z wiadomości jakie zebrał, wynikało, że musiał zostać wywieziony z Chojnowa dwie niedziele wcześniej, niż gród ten opuścili templariusze. Skojarzył to pan Bożywoj z ostatnim pobytem Domenicusa w swym zamku i z pozostawieniem giermka Silvestro w Wojcieszowie. Zaczął przypuszczać, że skarb musi znajdować się gdzieś w pobliżu zamku i od tego dnia rozkazał jednemu ze swych zaufanych ludzi śledzić Silvestro, który bardzo często, z łukiem na plecach, całymi dniami włóczył się po okolicy. Najczęściej widywano go w pobliżu Połomu, gdzie niejedna z licznych jaskiń mogła być świetnym miejscem do ukrycia skarbu. W kilka dni później Silvestro wykręcił sobie stopę podczas zsiadania z konia i musiał leżeć, a Bożywoj w tym czasie zaczął penetrować jaskinie, obok których często przebywał młody Italczyk. Odnalazł skarb, przeniósł go do zamku i ukrył w miejscu znanym tylko sobie. Gdy Silvestro zaczął chodzić, Bożywoj wyjaśnił mu, że rękę swej córki przyobiecał komu innemu, a potem przegnał Italczyka ze swego zamku. Odszedł Silvestro jak mu kazano, ale nocą powrócił na Połom. Gdy stwierdził, że został zabrany skarb powierzony jego pieczy przez Domenicusa, powrócił do Bożywoja i na klęczkach błagał o rękę Bogdary. „Zatrzymaj skarb, panie, ale daj mi swą córkę za żonę, bo całym sercem i duszą swoją ją miłuję” – powiedział. – „Ustrzegłem się przed grzechem kradzieży powierzonego mej opiece złota. Teraz złoto jest twoje, panie, ale daj mi swą córkę, bo kocham ją bardziej niż największy nawet skarb.” Odmówił mu Bożywoj, psem templariuszowskim go nazwał i nawet chłostą mu zagroził, jeżeli jeszcze raz powróci do zamku. Po tych słowach Silvestro skoczył na niego i wbił mu nóż w pierś, a potem ku wyjściu się udał i zbiec chciał. Ucieczkę dostrzegli jednak zamkowi ludzie i powstrzymać go chcieli, ale Silvestro bronił się nożem i nawet ranił trzech. Nie zdążył jednak uciec, gdyż jeden z łuczników celnie wymierzył i ugodził go strzałą w samo serce. Skarb pozostał w zamku. Nikt go nie odnalazł, chociaż było chętnych wielu. Nawet Szwedzi nie odkryli go, gdy w czasie wojen prowadzonych na Śląsku w tym celu mury kamienne rozwalić kazali. I do dnia dzisiejszego czeka w ruinach na swego odkrywcę.

U.A. Wiąckowie: „Legendy Karkonoszy i okolic” – [W:] WDK Jelenia Góra.

Zobacz również :